Na rowerach wybrzeżem Bałtyku

Na rowerach wybrzeżem Bałtyku ze Świnoujścia na Hel.

Są miejsca  w Polsce, które każdy rowerzysta chciałby zobaczyć z wysokości swojego siodełka rowerowego. Dla nas podróżujących w towarzystwie gimnazjalnych młodzieżowców (mam tu na myśli również  8 -klasistów) taką trasą było wybrzeże polskiego Bałtyku, o którym myśleliśmy od kilku lat. To co nas zniechęcało to konieczność dojazdu i powrotu pociągiem kilkunastoosobowej grupy, co jak wynikało z naszych wcześniejszych doświadczeń może być przeżyciem prawie traumatycznym. W tym roku podjęliśmy jednak decyzję, że jak nie teraz to kiedy? Bo po pierwsze to ostatni rocznik gimnazjalny, pierwszy ósmoklasowy. Po drugie to nasza 10 jubileuszowa kilkudniowa wycieczka-wyprawa rowerowa. Wreszcie po trzecie to 80 rocznica wybuchu II Wojny Światowej, której symbolem jest Westerplatte. Pierwszym etapem naszego wyjazdu po podjęciu decyzji, że chcemy jechać nad Bałtyk było znalezienie grupy osób, które podejmą to wyzwanie. W tym miejscu dziękuję wszystkim uczestnikom- młodzieżowcom, którzy zdecydowali się pojechać- to oni byli najważniejsi. Z grupy 10 osób, w tym aż 6 dziewcząt, w końcu wyruszyliśmy w zespole 8 osobowym (dwie osoby zatrzymały nieubłagane zasady rekrutacji do szkoły średniej ). Bardzo dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyli nas rodzice pozwalając swoim dzieciom przemierzać na rowerze dalekie drogi polskiego wybrzeża ( za zaufanie dziękuję też P.Dyrektor Alinie Jachimczak ). Dziękuję również dorosłym uczestnikom, którzy poświęcili swój czas i nie oszczędzali się pomagając najważniejszym, czyli uczniom. Nasza wycieczka- wyprawa rozpoczęła się i zakończyła na dworcu głównym PKP w Krakowie i trwała w dniach 16- 23 maja. Termin wybieraliśmy „w ciemno”, jeśli chodzi o pogodę, bo noclegi i bilety musieliśmy zarezerwować z dużym wyprzedzeniem. Pogoda okazała się więcej niż łaskawa, w porównaniu z nawałnicami w południowej Polsce, była wręcz wspaniała. Jedynym małym rozczarowaniem był dominujący kierunek wiatru ze wschodu, a nie jak miało być z zachodu. Nie był to jednak silny wiatr, tylko wiaterek niosący ze sobą ciepłe i suche powietrze. Miłym zaskoczeniem była też podróż pociągiem. Tu wyjaśnię, że PKP sprzedaje max. 6 biletów na rowery, dlatego pozostałe musieliśmy przewozić jako tzw. bagaż podręczny, a w drodze powrotnej – nadbagaż. W Gdańsku mieliśmy 6 min. na wpakowanie wszystkich rowerów i bagażu na wąski korytarz wagonu z przedziałami. Wcześniej rowery częściowo zdemontowaliśmy i spakowaliśmy w folię. Podsumowując ten wątek pociągi były punktualne, a konduktorzy pomocni i mili. Sama podróż rowerami, która była clou programu jednocześnie zaskoczyła nas i była taka, o jakiej myśleliśmy. Jechaliśmy klasycznie ze Świnoujścia, o dokładnie od granicy z Niemcami na wyspie Uznam na wschód min. przez Międzyzdroje, Trzęsacz, Kołobrzeg, Kołobrzeg, Ustkę, Łebę, Jastrzębią Górę, Władysławowo na Hel. Potem przepłynęliśmy statkiem do Trójmiasta, by w Gdańsku wsiąść do powrotnego pociągu. Co nas zaskoczyło? Przede wszystkim drogi po których jechaliśmy, a przede wszystkim słynny nadbałtycki szlak rowerowy R-10. Teoretycznie z opisów wiedzieliśmy, czego się spodziewać, ale rzeczywistość robiła swoje. Najlepiej sprawdziły się „górale” na grubych oponach, gdyż był to najbardziej przełajowy z naszych wyjazdów. Jak ktoś zauważył szlak R-10, momentami miał wręcz wymiar mistyczny- bo objawiał się i znikał. Oczywiście nie trzymaliśmy się ściśle tego szlaku, który aż prosi się, by przybrał  mimo wszystko bardziej cywilizowany wygląd. Drogi rowerowe najlepsze były w pobliżu większych miejscowości np. Kołobrzegu, Świnoujścia i na Mierzei Helskiej. Momentami mieliśmy również problemy z nawigacją, przez co przejechaliśmy więcej kilometrów niż planowaliśmy. Na pewno warto mieć dobre mapy i nawigację turystyczną. Co poszło zgodnie z oczekiwaniami? Przede wszystkim wygląd wybrzeża poza sezonem. Wielką przyjemnością było przejeżdżanie na rowerze przez wszystkie miejscowości, w których podczas wakacji trudno jest przemieszczać się pieszo. Jedynie na Helu było trochę więcej turystów. Pięknie wyglądały puste plaże zwłaszcza o zachodzie słońca jak w Mielnie. Piękne były wydmy w Słowińskim Parku Narodowym, na które weszliśmy przy słonecznej pogodzie. Mniej lub bardziej piękne były latarnie morskie do których w większości dotarliśmy. By nie nadużywać przymiotnika piękny, wspomnę jeszcze o pustych sklepach, lokalach gastronomicznych, miejscach noclegowych i piękniejszych niż w wakacje cenach. Osobnym wątkiem były miejsca związane z historią II WŚ. Już w pierwszym dniu zwiedziliśmy Podziemne Miasto na Wyspie Wolin, najpierw bazę Krigsmarine, a potem stanowisko Dowodzenia Ludowego Wojska Polskiego z czasów zimnej wojny, która miała pogrążyć nas w piekle jądrowych uderzeń. Przewodnik w mundurze polskiego żołnierza przypomniał na tle mapy z planami III WŚ o postaci pułkownika Ryszarda Kulkińskiego. Podczas wizyty w Słowińskim Park Narodowym zwiedziliśmy również Muzeum Wyrzutni Rakiet w Rąbce, gdzie Niemcy pracowali min. nad słynnymi rakietami V2, które miały odwrócić losy wojny. W wydarzenia z czasów II WŚ obfitował również przejazd Półwyspem Helskim, jednym z bastionów polskiej obrony we wrześniu 1939 r ,  który skapitulował dopiero 2 października. Kiedy na dworcu w Krakowie czekaliśmy na rodziców, jeden z chłopców stwierdził, że „nie wyobrażał sobie, że potrafił tyle dni spędzić na rowerze”. Ja dodam od siebie, że kiedy w lipcu 2010 r. wyruszaliśmy spod niepołomickiego gimnazjum pod Grunwald, też nie wyobrażałem sobie, że przez 10 kolejnych lat uda odbyć się nam pojechać min. na Litwę, do Lwowa, Wiednia, czy Gniezna. Nie wyobrażałem też sobie, że 10 wyjazd będzie ostatnim przynajmniej w towarzystwie gimnazjalistów. Ale widocznie mam słabą wyobraźnię. W wycieczce- wyprawie, która szczęśliwie odbyła się pod patronatem Burmistrza M i G. Niepołomice P. Romana Ptaka udział wzięli Zuzanna Burzyńska, Karolina Nitsch, Maja Zawiła, Franciszek Szeląg, Antoni Satała, Stanisław Kopeć, Bartosz Kiełbania, Alicja, Aneta i Jarosław Mackiewiczowie, Adam i Karol Szymczykowie, Andrzej Drabik i Krzysztof Nowak.